poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Haunting in Connecticut 2: Ghosts of Georgia

             Haunting in Connecticut 2: Ghosts of Georgia
2013

DUCHY Z WCZORAJ ODGRZANE NA DZISIAJ
Lisa Wyrick obdarzona jest darem który próbuje odrzucić, widzi zmarłe dusze. Wraz ze swoją rodziną przenosi się do domku pod lasem by rozpocząć nowe życie. Kiedy jej córeczka zaczyna widzieć niejakiego pana Gordyego, sekrety starego domu zaczynają wychodzić na jaw.

Chciała bym zaznaczyć że nie do końca rozumiem powiązania z częścią pierwszą, oprócz tego że występują duchy udręczonych ludzi. Obie części praktycznie nic nie łączy. Czy nie można było zrobić odrębnego filmu? Mniejsza z tym. Nawet sam plakat pokazujący lewitującą dziewczynkę, przecież nie o tego typu nawiedzenie chodziło... 

Film idzie utartym schematem, rodzinka zamieszkuje w domu, który zaczyna nawiedzać duch staruszka, rozmawia rzecz jasna z małą dziewczynką. Jak po okruszkach pomału odkrywamy historię, która mnie osobiście skołowała w pewnym momencie, natłok ludzi i wydarzeń zapędził mnie w róg i nie wiedziałam o co chodzi, historia wprowadzała pewien chaos i moim zasadniczym pytaniem było kim właściwie jest Pan Gordy który pojawia się cały film, daje wskazówki a właściwie nic o nim nie wiemy. Chaos.
Jednak trzeba przyznać tej historii ciekawy aspekt pomocy (jeżeli można ją takową nazwać) Afroamerykanom w trudnych dla nich czasach.

Nie mogę produkcji nazwać nudą jest typowym horrorem, nie wnosi nic nowego do gatunku, co było absolutnym minusem to duchy, miałam wrażenie że są wycięte z papieru dosłownie 2D, całkowicie nie straszne, zresztą jak cały film. Dobrze się ogląda produkcje ze względu na aktorstwo, mała dziewczynka którą osobiście znam z serialu "Revenge" świetnie odegrała swoją rolę czy też Chad Michael Murray, podobało mi się że jego postać ojca całkowicie wierzy w anomalie, wierzy że jego córka widzi duchy, wierzy że jego żona je widzi, taka postać w horrorach bywa zazwyczaj sceptyczna i wierzy w końcowych minutach obrazu.

Film można doglądnąć ale fajerwerków nie będzie, nie porównam jej z częścią pierwszą gdyż nie miały ze sobą wiele wspólnego. Gdybym miała go ocenić powiedziała bym przeciętniak.



środa, 17 kwietnia 2013

Hostel 3 (2011)

Hostel 3
(2011)

RĄCZEK JUŻ SOBIE NIE BRUDZIMY

Trzecia odsłona kultowego Hostelu zaskoczyła mnie pozytywnie. Nie żeby od razu nazwać film arcydziełem. Kiedy mistrz w osobie Quentina Tarantino nie ma z obrazem nic wspólnego raczej spodziewamy się marnej namiastki dobrej części pierwszej. Pomimo, że od pierwszych minut można odczuć brak klimatu i zdecydowanie mniejsze zaplecze finansowe, trzecia część nie odstaje mocno od poprzedników.
Na pewno brakuje mu surowości poprzednich części, tam wszystko było obskurne, brudne i niebezpieczne tutaj mamy Las Vegas w sterylnej postaci, w tej części bogacze nie brudzą sobie rączek o nie, w tej siedzą za grubą szybą na skórzanych fotelach popijając dobre trunki, siedzą i obstawiają. Całość jest mniej mroczna zdecydowanie bardziej w stylu hollywoodzkich filmów.
Jednak nie pomyślcie, że w ten sposób odstaje od poprzednich pod względem drastycznych scen, zdecydowanie krew leje się wiadrami a ludzi nadal obdziera się ze skór. Hostelowa jatka.
Ogólne założenia "elitarnego klubu" zostały trochę zmienione, jak dla mnie jest to na pewno wielkim plusem, w kontynuacjach trzeba coś zmieniać żeby za bardzo nie iść utartym szlakiem, robić nudnej powtórki z rozrywki, w tej części bogacze nie spełniają własnych chorych fantazji związanych z mordowaniem ludzi, w tej produkcji obstawiają zakłady, są obserwatorami.
Dziewczyny które w poprzednich częściach znajdowały potencjalne ofiary w tej same są ofiarami. Co jest na pewno ogromnym minusem to kiepskie aktorstwo, od wymuszania emocji pewnie bolały ich twarze, zwłaszcza naprawdę pięknej aktorki która pojawiła się (na szczęście) na początku i końcu, ze swoim niebezpiecznym spojrzeniem młodej wdowy ...
Kolejna część Hostela to nadal wyborna uczta dla wielbicieli torture porn, irracjonalne zachowania bohaterów, golizna i krew, rozrywka w czystej postaci dla nie wymagających widzów.
*

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Hostel 2 (2007)


Hostel part II
2007

NIE MOGĘ ZABIĆ ŻONY, NIE WYPADA.

Następna odsłona kultowego już Hostela, Kolejna grupa amerykańskich turystów rusza na podbicie Europy, przypadkiem w pociągu do Pragi spotykają dziewczynę która opowiada o niesamowitych gorących źródłach w Słowacji. Dziewczyny zmieniają kurs aby po chwili meldować się w Hostelu na Słowacji.

Ta część jest zdecydowanie moją ulubioną, przeważają w niej same plusy. Podoba mi się fakt kontynuowania poprzedniej historii, co prawda tylko na chwilę, ale reżyser pozwala nam zobaczyć co wydarzyło się z Paxtonem po jego ucieczce.

Poznajemy koleją grupę turystów, tym razem dziewczyn dla odmiany (dzięki bogu) w bardzo standardowym składzie filmowym, dziewica, ladacznica i intelektualistka, każda z aktorek pasowała idealnie do swojej roli. Sama Słowacja jest przedstawiona w obrazie zdecydowanie mniej surowo niż w pierwszej części. W pierwotnej części mieliśmy do czynienia z obskurnym miejscem pełnym burdeli, brudu i spelun. Tym razem obserwujemy pełne uroku stare miasto, spa, bogatych ludzi, wszystko w innej perspektywie.

W filmie przedstawiono ciekawe profile psychopatów, mamy kobietę która kąpie się we krwi niczym Elżbieta Batory, czy człowieka zjadającego ludzkie mięso niczym Hannibal Lechter, czy też samego męża stłamszonego i poniżonego przez własną żonę, który udaję że ją zabija. A zwykły człowiek, bogacz, z zdecydowanym przerostem własnego ego, próbując zaledwie udowodnić swoją wyższość nie umie zabić. Jakby chciano nam przekazać, że nie każdy mając pieniądze nadaje się do takiej rozrywki.

Poziom makabry nie jest przerośnięty, krew się leje ale oczu szpikulcem nikt nie wydłubuje więc można oglądać bez zniesmaczenia. Akcja cały czas ma zwroty, zaskakuje łącznie z ciekawym końcem. Powtarzający się motyw wymierzania sprawiedliwości na końcu jakże satysfakcjonujący, tak samo jak kastracja mężczyzny.

Film dobrze się ogląda, budżet produkcji był wysoki, akcja nie nudzi, postacie zachowują się w miarę racjonalnie, aktorstwo jest dobre i rozrywka jest dobra. Z racji że jestem kobietą, brak męskiej pogoni za seksem jest jak najbardziej na plus. No cóż, przychodzi mi tylko polecić.


czwartek, 4 kwietnia 2013

Sailent Hill Apokalipsa (2012)

Silent Hill: Apokalipsa
2012

WYJEDZCIE I NIE WRACAJCIE
W nieodgadniony nam sposób do normalnego świata wraca Sharon, nastolatka żyje z ojcem. Po nocach śnią jej się koszmary które nawołują ją aby powróciła do Sailent Hill. Rodzina próbuje trzymać się z daleka od tego miejsca, jednak kiedy ojciec zostaje uprowadzony jest tylko jedna możliwość aby stawić czoło koszmarom sennym i odzyskać ojca. Podróż do Sailen Hill.

Ta część kultowej serii Sailent Hill jest dla mnie absolutną klapą na każdym poziomie. Twórcy filmu wyraźnie starali się za bardzo, czasem pomimo że starasz się za mocno pewne rzeczy i tak nie chcę do siebie pasować. Kontynuacja jednego z moich ulubionych horrorów jak dla mnie to dno.

Od pierwszych minut filmu jesteśmy dosłownie bombardowani sailent hillem, potwory non stop. Jeszcze nie znaleźli się w potępionym mieście, to w centrum handlowym, bach ludzie bez twarzy. Przytłoczenie sprawia że widza zaczyna to męczyć a co najgorsze nie wprowadza to żadnego klimatu grozy. Istna gra, tylko wyciągnij giwerę i strzelaj do tych cudaków. Historia naciągnięta do granic możliwości, jak można idealnie ułożoną historię poszerzyć i tym samym naciągnąć ją i zepsuć? Ja się pytam dlaczego?

Aktorstwo... Adelaide Clemens grająca Alesse, Chryste jakim cudem przeszła jakiekolwiek castingi, jaki kretyn obsadził kogoś tak pozbawionego emocji i z tak irytującym jednym, cierpiącym wyrazem twarzy w tej produkcji? Nawet sam Sean Bean swym kunsztem nie pasował do tego chłamu.

I kretyńskie zachowania, rano w szkole cię poznałem a po południu już zależy mi na tobie i będę cię chronił żeby nie wiem co bo zależy mi na tobie. WTF? Weźcie się wy wszyscy po amerykańsku zastrzelcie, bo jeżeli powstanie jeszcze jedna część Sailent Hill, również doszczętnie niszcząc genialną jedynkę to sama się zastrzelę.

A no tak, wypada wspomnieć o plusach, muzyka, ale żeby jej posłuchać wystarczy oglądnąć część pierwszą i już na niej poprzestać.


poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Hostel (2005)


HOSTEL
2005

W EUROPIE MOŻNA KUPIĆ WSZYSTKO
Troje mężczyzn podróżuje po Europie, nie stroni od kobiet i używek. Kiedy trafiają do Słowacji po kolei zaczynają w tajemniczy sposób znikać. Ostatni żywy próbując odnaleźć zaginionych kolegów odkrywa szokującą tajemnicę. Bo za pieniądze można kupić wszystko.

Nie do końca pamiętam moje pierwsze odczucia po oglądnięciu Hostelu po raz pierwszy. W roku 2005 brutalność filmu potrafiła porządnie zszokować, bo na chwilę obecną można przeczytać komentarze że to "lajtowy" horrorek. 

Jednak od zawsze Hostel kojarzy mi się z filmem dla nie wymagającej i wręcz prostej publiki, dlaczego? bo jest to czysta rozrywka. Tona golizny przez pierwsze 30 minut a później teatralne mordowanie, obcinamy palce, wydłubujemy oczy, wiercimy dziury w ciele. Krzyczą, uciekają, przeklinają. Klasyk.

Jednak czego nie można zarzucić filmowi to braku klimatu, Słowacja w której czas zatrzymał się jakieś 60 lat temu, brudna, obskurna i biedna. Stary Budynek wręcz rzeźnia, gdzie w piwnicach które przypominają lochy bogacze realizują chore fantazje. Muzyka jest komiczna i mierna.

Oczywiście oryginalna historia, dobrze dopracowana. Bogaci z całego świata zjeżdżają się żeby kupić sobie człowieka, aby następnie zrobić z nim co im się żywnie podoba. Tani hostel w którym szuka się potencjalnych ofiar, dziewczyny dostarczają towar, zabawne bo gdyby faceci za cyckami nie lecieli może wycieczkę po Słowacji zakończyli by żywi. Uwielbiam kiedy amerykanie postrzegają Europę w kryteriach trójkąta bermudzkiego, niebezpieczna słowiańszczyzna.

Jest Tarantino jest i jatka. Myślę że na chwilę obecną Hostel to już klasyka. Wypada go oglądnąć.
+

niedziela, 31 marca 2013

Mama (2013)


M A M A
2013

BO NA DWORZE STOI PANI I NIE DOTYKA ZIEMI
Pewnego zimowego poranka, ojciec w panice wbiega do domu. Pośpiesznie pakuje swoje dwie córki do samochodu, jedzie jak szaleniec po śniegu powodując wypadek. Nikomu jednak nic się nie stało, błądząc po lesie w poszukiwaniu pomocy znajdują domek. Rodzina znika na pięć lat, żeby zostać później odnaleziona przez wuja, dziewczynki wychowane w skrajnych warunkach wracają do normalnego świata i zabierają ze sobą osobę, którą nazywają MAMA.

Guillermo del Toro opowiada najlepsze bajki. Jestem jego oddaną fanką a przerażająca MAMA nie zawiodła mnie na żadnym poziomie. Przerażająca jest nie tylko postać mamy ale również cała zaistniała sytuacja w filmie, mówię tu o scenie znalezienia dziewczynek po 5 latach w lesie. Każdego rodzica złapie od razu za serce, kiedy widzi małe dziewczynki wychowane jak dzikie zwierzęta.

Film pokazuje jedną z najpiękniejszych relacji międzyludzkich, relacje między matką a dziećmi. Nie ma substytutu prawdziwej matki, film dobrze to pokazuje pod postacią najmłodszego dziecka Lilly, MAMA zajęła się nią kiedy ta miała zaledwie rok, bazując na pierwotnym instynkcie mama do samego końca była dla niej najważniejsza. Co innego możemy powiedzieć o starszej córce która w chwili zaginięcia miała 6 lat, bardzo szybko adaptuje się do nowego środowiska i szybko dostrzega że MAMA nie powinna znajdować się w jej życiu że MAMA jest zła. A sama MAMA skoczy z urwiska za swoimi dziećmi, jest zaborcza, zazdrosna. Opętana szaleńczą miłością.

W naszych czasach ciężko jest stworzyć przerażającą postać, po wszystkich The Ring'ach i Klątwach, zjawy nie robią na nas większego wrażenia. Tak jest i z kreacją MAMY. Jednak historia sama w sobie jest wystarczająco straszna.

Oczywiście wyborne aktorstwo. Dopiero po zakończonym filmie dowiedziałam się że główną rolę grała nominowana w tym roku do Oscara Jessica Chastain, jak fryzura i makijaż mogą kogoś odmłodzić o 10 lat, kobieta kameleon genialna jak i postać małej Lily, gdzie można naleźć tak genialną małą aktorkę?

Typowy del Toro w lekkim klimacie baśni, (jak w każdym z jego filmów motyw wywietrzników w ścianach) przerażającej historii, walce z MAMĄ bo jeżeli mama jest złem to co w naszym życiu jest dobrem? jak wytłumaczyć małemu dziecku że osoba którą nazywa mama to zło? Nie da się, takie dziecko skoczy za rodzicem w ogień. Szczerze Polecam!
*


Inne filmy Guillermo del Toro na moim blogu:




wtorek, 19 lutego 2013

Paranormal Activity 4 (2012)


Paranormal Activity 4
2012

Idealny lek na bezsenność
 Od samej części pierwszej, seria Paranormal nie przechodzi obojętnie. Ludzie ją lubią bądź szczerze gardzą, ja od samej części pierwszej jak najbardziej byłam zwolenniczką no ale wszystko ma swój kres.
Część IV jak dla mnie jest bardzo naciągana, czuć w niej tylko chęć zarobku jako fan czuję się mocno rozczarowana. 
 Przede wszystkim elementami zaskoczenia jak i samymi aktywnościami, poprzednie części miały w sobie stałe elementy dzięki którym całość dało się oglądnąć, słabe początki, ale w momencie w którym akcja nabierała tempa nie dało się oderwać wzroku, zawsze był jeden ciekawy punkt kulminacyjny i element zaskoczenia. Od samego czekania w owej części można zasnąć, film nudny jak flaki z olejem, z każdą minutą cierpiałam katusze po cichu przeklinając.
 Bardzo mi się podobało w części I i II że cała historia w połączeniu była imponująca, wszystko idealnie pasowało, film wręcz wymagał części II, nie do końca pamiętam wydarzenia z części III ale nie narzekałam na fabułę, natomiast tutaj naciągane wszystko że aż głowa boli, historia nieciekawa.
Rozumiem, film się sprzedał trzeba ciągnąć dobrą passę, ale dlaczego u diabła efekty specjalne tak mocno kuleją? Nie umiem nawet wyliczyć pozytywnych aspektów. Raz spadł żyrandol, raz nóż. Dziecko rozmawia z wyimaginowanym przyjacielem. I aż się prosi przy tych pełnych napięcia scenach aby coś się wydarzyło a tu nic klapa, reżyser trzyma nas w pełnym napięciu żeby przed punktem kulminacyjnym zapalić światło i kazać nam iść do domu, bo nic więcej nie ma.
 Przy tym całość za bardzo pozowana, w poprzednich częściach udało im się zachować nutę realizmu, aktorzy byli w stanie chociaż odrobinę wprowadzić nas w stan że wszystko dzieje się na prawdę, tutaj zwłaszcza pojawiająca się we wszystkich częściach Katie była bardzo przerysowana i sztuczna.
 Nie rozumiem już kompletnie pisania że to była najlepsze ze wszystkich części, czuję się wtedy jak na innej planecie. Nie polecam, zwłaszcza jeżeli ktoś lubił poprzednie części, nie ma związku z ogółem i to 1,5h seansu zostało by lepiej wykorzystane na dłubaniu w nosie.


wtorek, 4 grudnia 2012

Droga bez powrotu 5 (2012)


Droga bez powrotu 5
wrong turn 5
2012

Głupi że aż oczy bolą od patrzenia
Nie mam pojęcia jak te filmy jeszcze powstają? Reżyser Drogi bez powrotu 3 i 4 funduje nam kolejną odsłonę filmu o "ludziach z gór". Poziom piątej części sięga głęboko poniżej poziomu morza. Jeszcze czwarta część miała za zadanie wprowadzić nas w sam początek ale ta? 
Po pierwsze straszny film, musiałam zatrzymać na moment i sprawdzić czy aby przypadkiem nie włączyłam czegoś innego, odrąbana ręka która pokazuje high five i wyświetla się nazwa filmu, naprawdę płakałam ze śmiechu. Kiedy porównam to z genialną częścią pierwszą, nie było tam ani chwili w której chciało mi się śmiać.
Mało ambitny to i tak za dużo powiedziane, czysta rozrywka dla "mało wymagających" widzów żeby nie powiedzieć idiotów. Już na samym początku aby utrzymać widza przed telewizorem seks i golizna, oczywiście przez cały seans możemy oglądać goliznę. I krew, się leje strumieniami. Sceny które miały za zadanie przerażać i obrzydzać szczerze śmieszą, chodź ja patrzyłam na nie z miną pełną współczucia dla tak płytkiego scenariusza. Jeden z naszych kanibali spokojnym ruchem rozrywa brzuch kobiecie wyciąga sobie jelitko i na miejscu zajada się przysmakami. 
Jedyne co mnie zaskoczyło? Brak schematu pod tytułem główna bohaterka ginie na końcu bądź wcale, blond włosy aniołek który zdawał się dotrwać do końca ginie zaraz po 30 minutach filmu a zdzirowata brunetka dotrwa do końca, z góry przepraszam za spoilerowanie ale film jest tak beznadziejny że powinnam z góry wszystkim popsuć seans żeby przypadkiem nikt po niego nie sięgnął.
Na czele naszego stada stoi normalny człowiek, który "uchronił" kanibali, niczym tani doktor Lecter prawi morały zza więziennej celi, wszyscy wyżynani po kolei nikt kompletnie nawet nie rani niedorozwiniętych napastników którzy aby ubarwić nam tę  produkcję wymyślają co ciekawsze sposoby na zabijanie. I tutaj tylko porównanie dla tych którzy oglądali "Sinister" dwie sceny z kosiarką, na obu scenach dzieje się to samo, ale która z tych scen zapada w pamięć i przeraża?
Ile pieniędzy udało im się zarobić na tym chłamie w postaci czwartej części że postanowili wyprodukować coś jeszcze gorszego? I broń boże przed kolejną częścią, która całkowicie pogrzebała by tak dobrą serię horrorów. Jak to jest że od roku 2003 potrafimy produkować tylko coraz to gorsze obrazy?
Przestrzegam przed oglądnięciem tego filmu, grozi zlasowaniem mózgu.

*

wtorek, 27 listopada 2012

Sinister (2012)

Sinister
(2012) 
 
     Ellison Oswalt jest pisarzem zajmującym się opisywaniem prawdziwych przestępstw, podąża ich śladem, przeprowadza własne śledztwa. Od książki która przyniosła mu dużo pieniędzy minęło już sporo czasu. Wraz z rodziną przeprowadza się w nowe miejsce i tylko on wie że w ogrodzie domu w którym zamieszkali została powieszona rodzina a najmłodsza córka zniknęła. Na strychu owego domu znajduje pudło z domowymi nagraniami, nie ma pojęcia że morderstwo popełnione w ogrodzie ty tylko kropla w morzu.
Od razu muszę zaznaczyć że film trzeba zobaczyć! Reżyser Scott Derrickson (Egzorcyzmy Emily Rose) funduje nam bardzo ciekawy obraz w czasach w których nie da się zadowolić wymagającego widza. Plusem o którym nawet nie powinnam wspominać jest postać Ethan'a Hawke'a. Zapowiada się jako genialny kryminał, pisarz tworzy własne biuro na miarę FBI, nikt z rodziny nie ma wstępu do tego pomieszczenia, zaszywa się i pisze. Dziwnym zbiegiem okoliczności znajduje pudło na strychu, dziwnym ponieważ po morderstwach dom zapewne został dokładnie przeszukany i pudło stojące na środku strychu nie zostało by pominięte. Jednak ten nie logiczny moment ma logiczne wytłumaczenie. 
Okazuje się że na "filmach domowych" morderca nagrał wszystkie swoje mordy. Reżyser daje nam do zrozumienia że mamy do czynienia z człowiekiem, mordercą. Niesamowite filmy amatorskie wprowadzają w bardzo mroczny klimat, pomimo że nie ma na nich dużo krwi, oglądając mordowane rodziny czujemy ogromną brutalność. Zaczyna się to co ja osobiście uwielbiam najbardziej czyli dochodzenie prawdy, po okruszkach do bochenka. Film cały czas trzyma nas w napięciu, to brutalne nagrania innym razem dziwna twarz prześladuje pisarza na zdjęciach, cały czas mrok i napięcie. Film przesączony muzyką nastrojową, dosłownie ociekał, muzyka dodana w każdym momencie nie sądziłam że napiszę kiedyś "muzyki było za dużo" ale co, jest ten pierwszy raz.
Sinister ma też minus ode mnie za końcówkę, Zdradzając odrobinkę fabułę w całe morderstwa maczają palce siły poza ziemskie co bardzo mi przeszkadzało a nie wspominając o końcu który wręcz rozbawił. Nie wiem, jakoś nie przerażają mnie "takowi" mordercy, twarz ala anonimus już owszem. Liczyłam na rozwikłanie sprawy seryjnego mordercy który grasował na przestrzeni wielu lat taki z krwi i kości. Ale nie można mieć wszystkiego.
Mi osobiście bardzo przypadł do gustu. Wciągający nie mogę powiedzieć oryginalny, nie wiem czy jeszcze kiedyś użyję tego słowa, ale jak na nasze czasy bardzo dobry. Koniecznie trzeba zobaczyć.
*





poniedziałek, 26 listopada 2012

Czarnobyl, reaktor strachu (2012)


Czarnobyl. Reaktor strachu
Chernobyl Diaries
2012

Kto żyje tam, gdzię żyć się nie da
Kto nie zna historii Czarnobyla? Chyba ten który się dopiero urodził. Wybuch reaktora numer cztery, zbyt długo trzymany był w tajemnicy, setki ludzi dotkniętych chorobą popromienną w popłochu opuszczali swoje domy, zostawiając wszystko za sobą. I właśnie to miasto widmo, przewodnik Uri pokazuje grupie turystów. Podczas zwiedzania "coś" unieruchamia ich samochód i "coś" zaczyna na nich polować.
Jest to pierwszy powstały horror o Czarnobylu jaki przyszło mi oglądać. Bardzo ciekawił mnie przede wszystkim temat zagrożenia jakie będzie trapić uczestników feralnej wycieczki. W roli głównych turystów widzimy oczywiście amerykanów, bo to właśnie oni zawsze giną podczas wycieczek po Europie i ślad za nimi ginie. (swoją drogą w horrorach Europa to taki trójkąt bermudzki, amerykanie przyjeżdżają i przepadają).
Zacznę od minusów i porównań które nasuwały mi się podczas całego seansu, nie rozumiem jak miejsce tak ekstremalne jak Czarnobyl można pokazać w tak nudny i monotonny sposób?! Lalka należąca do małej dziewczynki leżąca na ziemi, na żadnego fana horrorów nie zrobi większego wrażenia. Przez większość "ekstremalnej" wycieczki nic się nie dzieje. Akcja rozpoczyna się po jakiś 40 minutach, kiedy nie można uruchomić samochodu. I właśnie w tym momencie reżyser rzuca w nas gromadą różnych zagrożeń, całkowicie ze sobą nie związanych. Szczerzę cieszę się że groźne psy nie okazały się głównym zagrożeniem. Miłośnik krwawych scen nic tutaj dla siebie nie znajdzie, nawet cała akcja toczy się kiedy nie widzimy, ktoś wychodzi, nie wraca, zostaje znaleziony martwy później. W ogóle miałam wrażenie oglądania filmu typu paranormal, nagrywany przez jednego z uczestników, kiedy ktoś opuszczał towarzystwo, kamera (która wiecznie się chwiała) nigdy za nim nie podążała. Później całość przypomina mi zejście, ze względu na "twarz cosia" i wszystko jest takie bez emocjonalne.
Dobrze plusy, pierwszy za niedźwiedzia, genialna scena! Napięcie, coś zaraz wyskoczy zza ściany, jakiś zombie, albo zgraja psów, ale niedźwiedzia to się nie spodziewałam!
[spoiler]
I rozwiązanie końca mi się o dziwo podobało, że to byli pacjenci którzy uciekli, cieszę się że nie mieliśmy do czynienia z mutantami po promiennymi którzy zamieszkują miasto widmo, co jak dobrze wiemy nie powinno mieć miejsca, gdyż nikt by tego nie przeżył. Logicznie i prosto, podoba mi się.
[koniec]
Podsumowując reaktor strachu to tak w zasadzie reaktorek przynudzania, ekscytacja jak i akcja zaczyna się w ostatnich 10 minutach obrazu, nie wiem jak można zmarnować taki temat.




niedziela, 18 listopada 2012

Powrót do domu na przeklętym wzgórzu (2007)

Powrót do domu na przeklętym wzgórzu
(Return to House on Haunted Hill)
2007

Gdzie jest Moris? Chyba w nim stoisz

Minęło 8 lat odkąd Sarah i Eddie uciekli z przeklętej posiadłości. Siostra Sary po długim nie odbieraniu od niej telefonu w końcu dowiaduje się że jej siostra popełniła samobójstwo. Natomiast do nawiedzonego domu szykuje się ekspedycja po figurkę baphometa, siostra Sary, Ariel siłą zostaje wciągnięta w wyprawę, i wszystko zaczyna się od początku.
Klimatyczny szpital psychiatryczny powraca do życia, nowi odkrywcy chcą zgłębić jego tajemnice. Historia można by powiedzieć się powtarza, dom się zatrzaskuje (chodź bardzo mnie zaskoczył moment w którym Ariel udało się wyskoczyć przed zamknięciem zasłony). Bohaterowie postanawiają się rozdzielić w poszukiwaniu wartej kilka milionów figurki. I tu zaczyna się znana wszystkim osobom które widziały część pierwszą, akcja. To może skupmy się na różnicach, tym razem duchy pacjentów poza straszeniem, poprzez dotyk pokazują fragment swojej smutnej historii, a najwybitniejszy morderca dr. Vannacutt dalej zabija. Cóż jak to bywa z drugimi częściami są znacznie gorsze od pierwowzorów, niby wszystko jest jak powinno a jednak brakuje klimatu jedynki. 
Wielbiciele krwi znajdą tutaj prawdziwą ucztę ponieważ film opiewa w tony "ohydy" zaczynając od wyrywania dłonią jelit przez brzuch a kończąc na rozrywaniu człowieka na pół. Jeżeli chodzi o straszne aspekty, no cóż nie ma takowych, pomimo że członkowie wyprawy samotnie przemierzają ciemne korytarze, nie zaskakuje i nie przeraża nas to, nie da się nabrać fachowca drugi raz na to samo. 
Przegięcie? Serce domu. Dosłownie. Rozbawiło mnie to troszkę, w piwnicy powstało serce domu, takie prawdziwe zrobione z tkanki. Dla nowości scenarzyści wprowadzili również wyjaśnienie dlaczego wybitny doktor zaczął nagle zabijać pacjentów. Dla nie wymagających takowe wyjaśnienie wystarczy. Jest jeszcze jedna sprawa i sama nie wiem czy to plus czy minus ale film bardzo szybko się kończy, dosłownie. Dopiero co go włączyłam a już napisy końcowe. Nie wnosi nic do gatunku, najgorszy również nie jest. W sam raz na raz jak najbardziej można doglądnąć.



wtorek, 13 listopada 2012

Apparition (2012)


The Apparition
2012

Twój dom nawiedzają duchy? Wiń swojego chłopaka
Na samym początku film wprowadza nas w klimaty spirytystyczne, najpierw udany seans z lat 70, a później kolejna próba tym razem w czasach obecnych przeprowadzona przez studentów, również zakończona sukcesem, jednak tym razem coś poszło nie tak, ktoś się wydostał.

Zachęcający plakat filmowy z rzeczywistością nie ma nic wspólnego. Dwójka studentów Kelly (Ashley Green) i Ben (Sebastian Stan) mieszkają w wielkim domu rodziców dziewczyny na nowo wybudowanym osiedlu. Kawał pustyni jak się można domyślić i jedynie paru mieszkańców. I powiem, że pomimo spirytystycznego początku film rozwija się dość nudno i niestety muszę ponarzekać na Ashley, której gra nie dość, że była fatalna to po połowie nie można było oglądać tych wymuszonych do granic możliwości emocji.

Ale mamy i zwrot akcji, zaczyna się dziać coś ciekawego. Myślę że każdy kto film zobaczy od razu porówna go do Paranormal Activity tylko bez amatorskiego nagrywania. Zaczynają się dziać niepokojące rzeczy, drzwi się same otwierają, ubrania w szafie magicznie się splatają, nowiutki dom pokrywa pleśń. I na tym kończą się pozytywne emocje. Minusów jest sporo, przede wszystkim wielo wątkowość, tak w tym przypadku to wielki minus, mamy nawiedzony dom, później to lokatorzy są nawiedzeni po drodze znalazła bym jeszcze parę a zakończę na inwazji duchów z czyśćca, brzmi interesująco? Absolutnie takowe nie jest.

Bardzo odgrzany kotlet w dodatki w słabym wydaniu. Po paru scenach które rozruszały produkcję robi się naprawdę nudno. Historia też jest bardzo słabo zgrana, bo nic się z niczym nie łączy. 

W filmie występuje również 

Tom Felton i niestety prawdą jest to że są ludzie jednej roli, mimowolnie chichotałam pod nosem jak pojawiał się na scenie i cały czas myślałam tylko o tym żeby wyciągnął różdżkę i walną jakimś zaklęciem żebyśmy mogli iść do domu. 

Niestety bardzo nudny pozbawiony sensu horror aż smutek łapie za serce bo można wyczuć w nim niewykorzystany potencjał. Najlepsza scena to ta w której po przebudzeniu się Kelly odkrywa że wszystkie drzwi w domu są otwarte, jedyny klimatyczny moment na tym fragmencie proponuje zakończyć oglądanie.




niedziela, 7 października 2012

Dom w głębi lasu (2011)

Dom w głębi lasu
(Cabin in the Woods)
2011
Czysta rozrywka
Cabin in the woods na początku wydawał się być czysto schematycznym filmem, grupa młodych osób ląduje w starym domku w lesie, bezbronni są narażeni na niebezpieczeństwa czyhające nocą w lesie. I owszem nie powiem że ten film właśnie do takich należy jednak "reguły gry" nieco się zmieniają.
Obraz wbrew schematyczności jest dość oryginalny, do samego końca nie wiemy o co tak naprawdę chodzi, widzimy że nieznana nam społeczność jest ów wydarzeń w lesie widzem i w połowie manipuluje zdarzeniami.
W sieci można się spotkać z masą negatywnych opinii, nie mam pojęcia skąd się biorą! Film to uczta pełna rozrywki, same dialogi pomiędzy uczestnikami weekendu w lesie nie są zbyt głębokie i przemyślane ale co z tego? większość jest dość śmieszna. I trzyma w napięciu głównie dlatego że historia to wielka tajemnica, widz do samego końca czeka na wyjaśnienie fabuły i mnie osobiście koniec dość "bajeczny" przypadł do gustu, no bo dlaczego w czasach w których tak ciężko stworzyć coś oryginalnego bo powiedzmy sobie szczerze co jeszcze nowego może powstać? zakończenie rodem z mitów jest złe?
Jeżeli chodzi o aktorstwo jest ok, ponad ok był jak najbardziej Chris Hemsworth ale nigdy nie będę obiektywna w jego kwestii, gdyż ten facet ścina mnie z nóg. Ciekawostką jest również jedna z reżyserek Sigourney Weaver która gościnnie wystąpiła w ostatniej scenie filmu.
I to co lubię najbardziej to wola walki, a zwłaszcza końcowa masakra, kiedy to bezbronne ofiary biorą sprawy w swoje ręce, łamią zasady i tak to znajdują się w ulu pełnym potworów!
Co mnie rozczarowało że z takiego ogromu historii w piwnicy wylosowane zostały zombie ... wydaje mi się to po prostu pójściem na łatwiznę. Grupa zorganizowanej ludności która planuje a później przeprowadza tego typu egzekucje z nieznanego nam powodu. Wracając do końca koniecznie muszę jeszcze napomknąć o końcowej masakrze, w której wymiękłam kiedy jednorożec zabija swoim rogiem, rozkłada na łopatki.
Podsumowując dobry film grozy, w którym akcja toczy się cały czas. Świetny na weekendowy seans z przyjaciółmi, ja osobiście polecam.
*

piątek, 21 września 2012

The Tall Man 2012


The Tall Man
2012

*Witam na początku przeproszę za brak znaku życia i postów. Ale jak to przychodzi z wrześniem, wakacje się kończą i można zejść z chmur i zająć się przyziemnymi zajęciami*

 W Trosce o dobro dziecka?
W maleńkim miasteczku o nazwie Cold Rock po zamknięciu kopalni życie zaczyna umierać i nie jest to najgorszy problem, po mieście grasuje postać która otrzymała miano Tall Man'a i porywa dzieci. Każdy rodzić musi bacznie obserwować soje pociechy bo nigdy nie wiadomo kiedy przyjdzie po nie porywacz.
Film obsadzony małą śmietanką aktorską złożoną głównie z pięknej Jessici Biel jak i dziewczynki w horrorze urodzonej Jodelle Ferland. Reżyser filmu "Martrys" serwuje nam dość oryginalny obraz. 
Przed seansem podeszłam do niego dość sceptycznie, pomyślałam że za pewne będzie on przerysowany, a sama nazwa Tall Man kojarzyła mi się raczej z boogeymanem.
Zacznę od pozytywów a mianowicie akcja, na samym początku filmu widz może odnieść wrażenie że za wiele akcji nie będzie, senne miasteczko w którym nawet picie kawy powoduje ziewanie, giną dzieci w niejasnych okolicznościach, mdłe rozmowy, ale kiedy po ok. 15 minutach zaczyna się akcja, trwa ona do samego końca. Nasza główna bohaterka pielęgniarka Julia pewnej nocy budzi się, schodzi do kuchni i widzi swoją przyjaciółkę leżącą i skrępowaną w kuchni, podczas próby rozwiązania jej zauważa wysokiego, ubranego na czarno człowieka który wykrada jej syna, zaczyna się pościg który przy okazji jest bardzo ekscytujący! Pełna podziwu oglądałam walcząca Julię która po prostu była nie do zdarcia.
Gigantycznym plusem była wielowątkowość,  na początku myślimy że fabuła jest bardzo odgrzana i schematyczna, jest porywacz, trzeba go zdemaskować i odzyskać pociechy, nic bardziej mylnego. Zwrot akcji w pewnym momencie to dobre 190 stopni. Reżyser na chwilę nawet pozwala nam myśleć że w spisek zaginięć wplątane jest całe miasteczko, a to jednak najbardziej niewinna z "matek" stoi za zniknięciami.
Zawiłość historii nie pozwala nam spuścić na chwilę oczu z trwającego obrazu bo w głowie cały czas pojawia się pytanie "po co oni kradną te dzieci?!" I nie mam zamiaru tego zdradzać, powiem jedynie że podobał mi się koncept, moja siostra była rozczarowana zakończeniem, a jej zdanie bardzo się dla mnie liczy, jeżeli chodzi o mnie w pełni mnie zadowoliło. Film przez cały czas trwania zmienia pogląd widza na całą sprawę, bo pomimo tego że porywano dzieci, co jest okrucieństwem strasznym, robiono to z czystym zamiarem.
Jeżeli chodzi o minusy hmm, szczerze to żadnych nie wymienię, film to nie arcydzieło, jednak bardzo dobrze się ogląda, porusza dość osobliwy problem, czym właściwie jest "najwyższe dobro dla dziecka".
W sam raz na raz jak najbardziej polecam.
*

niedziela, 29 lipca 2012

Nieznajomi (2008)

Nieznajomi
(the strangers)
2008

Jesteś Grzesznikiem? Czasem
Środek nocy, bądź wcześnie rano, Kristen i James wracają do domku letniskowego po weselnym przyjęciu przyjaciół. Od początku panuje grobowa atmosfera, kobieta nie przyjęła pierścionka zaręczynowego od swojego chłopaka, o 4 nad ranem wśród niezręcznej ciszy dobiega pukanie do drzwi, a postać której twarzy nie można dostrzec przez ciemność pyta:  - Czy Tamara tu jest?

Film jest bardzo różnie odbierany, ja miałam szczęście oglądnąć go na wielkim ekranie, bardzo cenię sobie oglądanie filmów grozy w jak najlepszych warunkach. Zdecydowanie jestem wielbicielką. Treść tak naprawdę jest bardzo prosta, irytujące komentarze jakie można znaleźć pod produkcją to głównie: "o co w tym filmie chodziło" a odpowiedź jest iście prosta.
Prostota całości zamyka się nawet w dialogach których jest bardzo mało, nie od razu dowiadujemy się dlaczego para jest w tak złych humorach, sami przestępcy mają na sobie zaledwie maski, nic szczególnego ale jakże przerażającego, nie są uzbrojeni, można by pomyśleć że nie przygotowani, biorą to co akurat się nawinie bądź znajdzie. Wniosek wysuwa się jeden podczas oglądania: to nie sama zbrodnia jest głównym celem zamaskowanych złoczyńców, każdy miał wiele razy możliwość zabicie i Kristen lecz tego nie zrobił, głównym celem było piekielnie ich przestraszyć a dopiero jak cały strach i emocje zejdą (czyli jak zabawa się już skończy) zabić. Kiedy oglądamy film po raz drugi cała zabawa w kotka i myszkę potrafi znudzić, jednak nie za pierwszym razem, pierwszy raz to wyborna uczta napięcia i dawki dużego strachu, nieznajomi są wszędzie, wszystko widzą i panują nad sytuacją, zakładnicy we własnym domu, miejscu które powinno być najbezpieczniejszym miejscem dla każdego człowieka, staje się najgorszym piekłem.
Co sprawia że film ma tak wiele negatywnych opinii? Niedopowiedzenie, reżyser zostawia bardzo duże pole dla naszej wyobraźni, nic nie mówiący oprawcy, jedynie najmłodszy członek grupy wypowiada parę zdań, na końcu nawet ściągają maski, tak jakby zabawa dobiegła końca, tak samo jak przebieranki. Jednak nie jest nam dane pomimo wszystko zobaczyć twarzy przestępców. Sama odpowiedź na najczęściej zadawane pytanie w horrorach mianowicie "Dlaczego nam to robicie?" Brzmiała bardzo prosto: "Bo zostaliście w domu". Film nie ma wielkiej historii w tle, jest poprostu bardzo prostolinijny, reżyser wypowiadał się że nakręcił go na podstawie wydarzeń związanych z osobą Charlsa Mansona, myślę że jest on dobrze znany, młodzież która mordowała z okrutną brutalnością min żonę Romana Polańskiego, zrobiła to w imię tego że on kazał, bez większego powodu, dom też można powiedzieć był przypadkowy, miała umrzeć osoba sławna żeby o mordzie dowiedział się świat. Tak samo jest w "Nieznajomych" chodziło tylko o chorą zabawę, chorych ludzi. Dla tych którzy jeszcze nie rozumieją, proponuje przeczytać artykuł CAT "Obcy w naszym domu" który świetnie zamyka cały temat.
Nieznajomych jak najbardziej polecam!

środa, 25 lipca 2012

Cos na Progu #2

Recenzja czasopisma Coś na Progu #2


"Coś na Progu" #2 towarzyszył mi przez ostatni tydzień, jego format A5 idealnie pasował do wielkości mojej torebki tak więc towarzyszył mi wszędzie. 
 Dla tych którzy jeszcze nie wiedzą "Coś na progu" to dwu miesięcznik w całości poświęcony tematowi: grozy, horroru, fantastyki i kryminału. Jest to bardzo cenny nabytek, zważywszy że na naszym rynku czasopisma poświęcone grozie praktycznie nie występują.
Ten numer poświęcony jest tematowi "retro", "retro odnosi się do stosunkowo niezbyt odległej przeszłości". Szymon Stoczek przedstawi nam gatunek fantastyki Steampunk, czym wyróżnia się od science fiction i cyberpunku? Jest to dość szeroko pojęty nurt stylistyczny, a więc ilu autorów tyle możliwości fabularnych. Autor w swoim artykule odnosi się do wielu różnorodnych dzieł steampunkowych do których warto zaglądnąć.
Joanna Kułakowska w części pierwszej swojego artykuł przybliży nam fantastykę młodej polski, Kamil Dachnij w swoim artykule "Moda na Retro" w ciekawy sposób opisuje jak ówcześni reżyserzy sięgają po inspirację do scenariuszy typu grindhouse z lat 70. Kiedyś kiczowate kino jest w XXI wielu zupełnie odmiennym standardem, przykładami takich filmów są np "Piekielna Zemsta" czy "Maczeta", dla mnie osobiście nadal zasilają zaszczytne miano kiczu, mamy również opisany szeroki wachlarz propozycji filmowych dla wielbicieli tępej brutalności.
Jakże pochłonął mnie zdecydowanie za krótki artykuł Jana Wieczorka o postaci z lat 60, Vampirelli, wampirzycy emanującej dużą dawką seksapilu. Wampiry nie są moimi ulubionymi bohaterami filmów grozy, jednak po przeczytanej lekturze postać drapieżnej obrończyni ludzkości bardzo mnie zafascynowała.
 Dział Prozy przykuł moją największą uwagę, zaczynając od opowiadania Jack'a Ketchum'a "Martwy Dziki Zachód", który dość mnie rozczarował, opowieść o dzikim zachodzie nie poruszyła mnie ani odrobinę, jednak nie ma się co zniechęcać kolejna Algernona Blackwood'a "Wyspa" wypadła o niebo lepiej, pełna grozy i napięcia opowieść o nawiedzonej wyspie, czy też "Niezwykłe śledztwo doktora Junga" Marcina Rusnaka, gdzie niczym w grze Cluedo tytułowy doktor próbuje rozwikłać zagadkę, kto z czterech obecnych osób próbował zabić pannę Silberberg a kończąc na opowiadaniu "Perfekcjonisty" który nie wiem do końca czy powinien ale w pewnych fragmentach dość bawił, ciekawa opowieść o planowaniu morderstwa własnej żony.
 Bardzo mi się podobał wywiad przeprowadzony przez Sebastiana Zakrzewskiego "Medyk Sądowy na miejscu przestępstwa - oględziny", Dwoje specjalistów medycyny sądowej przybliżą nam jak wygląda ich praca, tak naprawdę nie jest to zdecydowanie łatwe zajęcie jak możemy zaobserwować np we wszystkich serialach typu CSI, gorąco polecam do przeczytania ten materiał!
 Tyle i zdecydowanie jeszcze więcej można znaleźć w drugiej odsłonie czasopisma Coś na Progu, niecierpliwie czekam na część 3.

poniedziałek, 16 lipca 2012

Konkurs! Coś na progu

K O N K U R S
Witam wszystkich czytelników, tym którym jeszcze nie udało się wygrać czasopisma "Coś na progu" nr.2 na zaprzyjaźnionych mi blogach mają szansę wygrać go tu. Mam zaszczyt po raz pierwszy na moim blogu organizować konkurs w którym nagrodą jest drugi numer dwumiesięcznika "Coś na progu"( wraz z redakcyjnymi gadżetami zakładka,zapina), nagrodę ufundowało Wydawnictwo Dobre Historie. 

Aby wziąć udział w konkursie należy odpowiedzieć na poniższe pytanie:

Pod jakim pseudonimem w latach 70. i 80. opublikował kilka swoich powieści Stephen King? 

Odpowiedzi proszę przesyłać na adres horrorek25@wp.pl w temacie wpisując "Konkurs" do dnia  29 lipca. Zwycięzca dowie się o wygranej dzień później drogą mailową.



Serdecznie zapraszam do wzięcia udziału

Archiwum bloga